NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Wartość dodana Tuska?

Polski świat polityczny czeka z zapartym tchem na rozstrzygnięcie, czy premier Donald Tusk otrzyma nominację na przewodniczącego Rady Europejskiej. To dobra czy zła wiadomość dla Polski? A dla Europy?

Osobiście ucieszę się, jeśli Tusk obejmie to stanowisko. Wcale nie dlatego, że kieruję się „banalnym patriotyzmem” – jestem od tego jak najdalszy. Kiedy Jerzy Buzek zostawał przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, rwałem włosy z głowy. Uważałem za skandal, że człowiek odpowiedzialny za destrukcję m.in. systemu emerytalnego, edukacji, ochrony zdrowia, kolei i kodeksu pracy (by wymienić tylko najważniejsze) zyskuje na europejskich salonach takie honory. Nie widziałem też (i nadal nie widzę) żadnej wartości dodanej, jaką Buzek wnosiłby do Europy.



Jaka byłaby więc wartość Tuska jako przewodniczącego Rady?

Jednym z głównych wyzwań, przed jakimi stoi dziś Unia Europejska, jest znalezienie wspólnego, stanowczego i skutecznego głosu wobec imperialnych ambicji Władimira Putina. Bardzo ważne jest, aby w sercu europejskiej polityki moccniej słyszany był głos krajów ze wschodniej części Unii. Stanowisko przewodniczącego Rady nie daje jakiejś wielkiej władzy, ale sprzyja utrzymywaniu intensywnych kontaktów na najwyższym szczeblu i buduje prestiż wśród europejskich przywódców. Nie chodzi o Tuska – chodzi o to, że dla Polski i innych krajów naszego regionu ten prestiż byłby dziś wielkim atutem. Będę się czuł bezpieczniej, jeśli trudniej będzie zignorować Polskę podczas wypracowywania wspólnego stanowiska Europy wobec putinowskiej Rosji. Wzmocnienie głosu z naszego regionu, z krajów położonych tradycyjnie „między Niemcami a Rosją”, będzie korzystne nie tylko dla Polski, ale dla całej Unii.

Jest też drugi powód, dla którego nominacja Tuska to byłaby mimo wszystko dobra wiadomość. Waga naszego kraju w europejskiej polityce zmusza do powierzenia politykowi z Polski jakiejś ważnej funkcji w nowym rozdaniu. Jeśli Tusk zostanie przewodniczącym Rady, to z automatu unijne „ministerstwo spraw zagranicznych” (Wysoki Przedstawiciel Unii ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa) nie będzie mogło przypaść Radosławowi Sikorskiemu. Funkcja zaszczytna, ale czekająca dopiero na polityka lub polityczkę, która dzięki swoim talentom nada jej jakąś realność. Dobry PR na pewno tu nie wystarczy. Dorobek Sikorskiego jako szefa polskiego MSZ pokazuje, że przed ministrem jeszcze trochę pracy, zanim będzie przygotowany do takich wyzwań.

Ewentualny wybór Tuska na przewodniczącego Rady oznacza też, że znacząco spada szansa (a właściwie ryzyko), że Polska otrzyma tekę komisarza ds. energii. To dobrze, bo stanowisko polskiego rządu (Tuska, a wcześniej Kaczyńskiego) polega na konsekwentnym rozbijaniu europejskiej solidarności energetyczno-klimatycznej. Forsowanie rozwiązań przestarzałych i szkodliwych dla środowiska to nie jest polityka na miarę wyzwań dnia dzisiejszego. Europa nie może sobie dziś pozwolić na polskiego komisarza ds. energii. Miejmy nadzieję, że Jean-Claude Juncker jest świadom, jak bardzo nieodpowiedzialne byloby uleganie naciskom Polski w tej kwestii.

Wypada mi również podzielić się wątłą nadzieją, że spędzając więcej czasu na zachodzie Europy, Tusk ujrzy na własne oczy, jak wygląda prawdziwa polityka społeczna, a nie te namiastki, które naobiecywał w ostatnim exposé.

PS Jeśli zaś chodzi o minister Bieńkowską, to zobaczymy, jaką zaoferują jej tekę i jak sobie poradzi na przesłuchaniach w Parlamencie Europejskim. W każdym razie nienajgorzej by było, gdyby Bieńkowska przestała się zajmować transportem w Polsce. Może byłaby wtedy jeszcze jakaś nadzieja dla kolei... Sorry, taką mam opinię.
Trwa ładowanie komentarzy...