List do przyjaciół frankowiczów

Drodzy frankowicze i frankowiczki, cieszę się, że protestujecie zamiast biernie znosić kłopoty. Mam nadzieję, że rząd przyjrzy się Waszym problemom. Mam tylko jedną obawę: że będziecie żądać zbyt mało.

Drodzy frankowicze, drogie frankowiczki!


Z nadzieją obserwuję Wasze protesty po dramatycznym skoku kursu franka szwajcarskiego. Z nadzieją, ale i nie bez obaw. Cieszę się, że zdecydowaliście się przełamać tabu i z raty kredytu - traktowanej dotąd przez media i ekspertów jako Wasza prywatna sprawa - uczyniliście temat polityczny i kwestię publicznego zainteresowania.

Pierwszym efektem Waszych działań jest zmiana tonu debaty. To już jest Wasz sukces! W mediach głównego nurtu zaczęto brać pod lupę działania banków i zaniedbania państwa. Dawne oczywistości zaczęły się sypać. Zaczęto nawet zadawać pytania, czy naprawdę jednostka w 100 procentach sama odpowiada za swoją sytuację, czy jednak mamy do pewnych zbiorowych zabezpieczeń przed ryzykiem, do państwa, które nie zostawia nas samym sobie.

Z pewnością nie wszystko zmienia się od razu. Przekonujecie się o tym każdego dnia, gdy dowiadujecie się, że jesteście kolejną "grupą roszczeniową", że kupiliście Wasze kredyty "bezmyślnie", że "sami jesteście sobie winni"... Przekonujecie się o tym, słuchając kolejnych wiekopomnych mądrości Profesora Balcerowicza, który - z wyżyn swojego doświadczenia życiowego na bezpiecznej posadzie w państwowej uczelni - rozumie Wasze położenie równie dobrze, jak i sytuację innych grup żyjących i pracujących w realnym, elastycznym kapitalizmie.

Nie przejmujcie się tym. To Wasz chrzest bojowy, jaki przechodzi w ostatnim ćwierćwieczu każda grupa, która próbuje się uobywatelnić.

Niektórzy przekonują, że nie warto się przejmować Waszymi problemami, bo przeciętnie jesteście zamożniejsi niż przeciętny kredytobiorca złotówkowy. Owszem, rzut oka na dane to potwierdza, ale pokazuje też, że większość z Was to żadni krezusi. W naszym społeczeństwie osoby nieco zamożniejsze od innych wciąż mogą być, jak na europejskie standardy, dość biedne. A w ostatnich 25 latach każdy niemal protest próbowano rozbrajać, wytykając wyjątkowe uprzywilejowanie protestującej grupy - górnicze deputaty, Kartę Nauczyciela itd. itp.

Mimo wszystko to dobra okazja, by porozmawiać o relacjach obywateli i obywatelek z państwem, o naszych prawach i obowiązkach. Czy biedni powinni cieszyć się ochroną, a ci nieco zamożniejsi być pozostawiani samym sobie? Ja tak nie uważam. W społeczeństwie ryzyka i niepewności każdemu może powinąć się noga, dlatego państwo powinno wszystkich chronić jednakowo. Jeśli ktoś akurat zarabia więcej, powinien też i więcej dorzucać do wspólnej kasy w odpowiednio wysokim, progresywnym podatku. Ale dostawać od państwa - w sprawnych i przyjaznych instytucjach, w usługach publicznych i w siatkach zabezpieczeń przed ryzykiem - powinien tyle samo, co wszyscy. Takie rozwiązanie, wypracowane w krajach skandynawskich, jest najbardziej sprawiedliwe i stabilne.


Do takiego modelu powinniśmy dziś dążyć. I tego punktu dotyczą moje obawy. Mam nadzieję, że rząd pomoże Wam w tarapatach, a jednocześnie martwię się, że może po prostu sypnąć groszem na to, by nie myśleć już o głębszych problemach, leżących u podłoża Waszej sytuacji.

Problem z kredytami we franku pojawił się przede wszystkim dlatego, że mamy byle jakie państwo, skore do prywatyzowania problemów społecznych i narzucania indywidualnych ścieżek tam, gdzie potrzebny jest wspólny wysiłek. Jeśli nie chcemy, by podobne sytuacje powtarzały się w przyszłości, musimy naprawić nasze państwo.

Zasługujemy na państwo zdolne do prowadzenia sensownej polityki mieszkaniowej. Pozostawienie kwestii mieszkaniowej puszczonym samopas siłom rynku spowodowało niekontrolowany wzrost cen, tak kupna jak i wynajmu, a dla wielu osób - konieczność wzięcia wieloletniego kredytu lub brak perspektyw na mieszkanie. Tymczasem w krajach, gdzie można mieszkanie tanio wynająć, jak choćby w sąsiednich Niemczech, żyje się - i mieszka - lepiej niż w Polsce.

Zasługujemy na państwo zdolne uregulować praktyki sprzedaży (nie "udzielania") kredytów przez banki. We Francji, gdy ktoś kupuje (nie "otrzymuje") kredyt, bank jest zobligowany do tego, by przedstawić mu lub jej całkowity koszt kredytu, a także tabelę spłat, rok po roku, rata po racie. Nie kupuje się kota w worku.

Zasługujemy na państwo, które nie sprzedaje lekką ręką krajowych banków zagranicznemu kapitałowi, lecz potrafi racjonalnie wyważyć otwartość i kontrolę.

Aby zbudować takie państwo, musimy być bardziej solidarnym społeczeństwem. Byle jakie państwo odpowiada społeczeństwu odizolowanych jednostek i grup pozamykanych w swoich "osobnych interesach". Aby zmienić tę sytuację, potrzebujemy nauczyć się wiązać nasze interesy z określoną wizją dobra wspólnego.

Drodzy frankowicze, drogie frankowiczki - walczcie o siebie, ale nie tylko o siebie. Mam nadzieję, że rząd pomoże Wam w kłopotach, i że nie będzie to jedynie pomoc z publicznej kiesy, lecz także odpowiednie obciążenie banków, które przez lata zbijały kokosy na spreadzie. Ale mam też nadzieję, że będziemy wspólnie działać na rzecz rozwiązania problemów dłużników, którzy wzięli kredyty w złotówkach, zadłużonych lokatorek i lokatorów albo tych, którzy w dramatycznej sytuacji zdecydowali się na chwilówki. Że będziemy szukać rozwiązań systemowych, choćby takich jak działające od wielu lat we Francji komisje ds. nadmiernego zadłużenia, które pozwalają ludziom uwolnić się od ciężaru niespłacalnego długu.

Mam nadzieję, że będzie można na Was liczyć, gdy rząd zacznie przykręcać śrubę nauczycielom, gdy znów zignoruje postulaty pielęgniarek dotyczące norm zatrudnienia, gdy zmiany geopolityczne lub zawirowania na globalnych rynkach uderzą w naszych rolników.

Mam nadzieję, że gdy w tym czy innym mieście władze zabiorą się za budowę osiedli kontenerowych, aby eksmitować tam ludzi, którzy rzekomo "nieodpowiedzialnie" się zadłużyli i na pewno "sami są sobie winni" - będziecie pamiętać, co niektórzy mówili i pisali o Was w tych dniach, gdy kurs franka przekroczył 5 złotych.

Znamy już cenę "taniego państwa". Na własnej skórze przekonaliśmy się, że wolność bez solidarności staje się własną karykaturą. Bądźmy gotowi i gotowe zrzucić się na nie byle jakie państwo i zdobyć się na solidarność, gdy ślepe żywioły rynku uderzą w tych innych.

Zadanie wydaje się olbrzymie, ale kiedyś trzeba się za to zabrać, więc dlaczego nie teraz? Razem jesteśmy w stanie tego dokonać.

Kreślę się z szacunkiem,
Adam Ostolski
Przewodniczący Partii Zieloni
Trwa ładowanie komentarzy...