O autorze
Socjolog, publicysta, członek Krytyki Politycznej i Partii Zieloni, której przewodniczącym był w latach 2013-2016. Adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. W nauce reprezentuje perspektywę teorii krytycznej, łączącej badania naukowe z zaangażowaniem w przemianę społeczeństwa. Facebook: /Ostolski.Adam. Twitter: @AdamOstolski. Strona www: ostolski.pl.

5 powodów, dla których Zjednoczona Lewica jest sexy

Zjednoczona Lewica nie ma ostatnio dobrej prasy. Część klasy politycznej i komentatorów nie zrozumiała jeszcze, że to koalicja, która wnosi do polskiej polityki nową jakość.

Z prawa i z lewa lecą gromy na rzeczywiste i wyimaginowane grzechy koalicji, tworzonej przez Partię Zieloni z SLD, TR, Unią Pracy i Polską Partią Socjalistyczną. Także część komentatorów i publicystów, zapatrzona w kilku obecnych na listach koalicji polityków średnio-starszego pokolenia, nie potrafi dostrzec tego, co w projekcie Zjednoczonej Lewicy świeże i innowacyjne.

Na naszych oczach wykluwa się przecież coś nowego. Zjednoczona Lewica powstaje w dużym stopniu na przekór zaskorupiałym nawykom klasy politycznej i medialnych komentatorów. Może dlatego tym, którzy są przyzwyczajeni do obecnej kultury politycznej, tak trudno dostrzec to, co nowe.

1. Cel: zatrzymać prawicę

Celem Zjednoczonej Lewicy jest zatrzymanie ofensywy prawicy. Niby oczywiste, że to właśnie powinno być dążeniem lewicowych formacji, ale zupełnie niezgodne z tym, czym większość partii po lewej stronie zajmowała się do tej pory. Często skupiały się na tym, by dogryźć konkurencji po lewej. Przez większą część kończącej się kadencji SLD i TR głównie zwalczały się nawzajem, zaś partie lewicy społecznej wydawały się sądzić, że największym problemem Polski jest istnienie SLD, a nie rządy PiS-u czy Platformy Obywatelskiej.

W sytuacji, gdy grozi nam Sejm w całości zdominowany przez prawicę, pora porzucić wątpliwe rozkosze Schadenfreude. Myślenie według schematu „my się nie dostaniemy, ale przynajmniej ONI też się nie dostaną”, oznaczałoby po prostu zdradę wobec lewicowych wyborczyń i wyborców i pozostawienie ich bez jakiejkolwiek reprezentacji. Na to nie możemy sobie pozwolić. A Zjednoczona Lewica jest jedyną siłą, która może tego dokonać.

2. Najpierw program, potem listy

Kiedy przewodniczący Jan Guz wystosował na początku czerwca zaproszenie, by pod parasolem związków zawodowych zacząć pracę nad budową lewicowej koalicji, było dla nas oczywiste, że pierwszym krokiem powinny być rozmowy o wspólnym programie. Partie, które w końcu zawarły porozumienie – Zieloni, SLD, TR, PPS i UP – mają ze sobą wiele wspólnego, ale są też między nami różnice, o których trzeba było poważnie porozmawiać. Platforma programowa wypracowana pod egidą OPZZ to coś więcej niż „wspólny mianownik” poszczególnych programów. To owoc pracy nad wspólną wizją państwa.

Dotychczas w Polsce koalicje i porozumienia wyborcze budowano inaczej. Rozdzielało się miejsca na listach, zakładając, że program nie jest ostatecznie taki istotny. Do takiego sposobu działania przywykła nie tylko klasa polityczna, lecz również dziennikarze polityczni. Może dlatego budowanie Zjednoczonej Lewicy zaczęło budzić większe zainteresowanie dopiero wtedy, gdy od kwestii programowych przeszliśmy do układania list. Tymczasem to, co najważniejsze, wydarzyło się wcześniej. Koalicjanci zaakceptowali uzgodniony program na długo przed tym, nim rozpoczęły się poważne rozmowy o listach. To nowa jakość, która – mam nadzieję – już z nami zostanie.



3. Współpraca zamiast konkurencji

Życie społeczne w Polsce zdominowane jest przez wyniszczającą konkurencję. Dotyczy to również świata polityki. Nie ma nawyku merytorycznej współpracy, wzajemnych ustępstw czy poszukiwania kompromisów, które nie byłyby tylko „zgniłymi kompromisami”.

Zjednoczona Lewica pokazuje w praktyce, że można to zmienić. Polityka to walka, ale wymaga też umiejętności współpracy, poszukiwania sojuszników i sojuszniczek dla spraw, o które chcemy walczyć. Brzmi banalnie? Owszem, to banał. Tylko dlaczego nikt dotąd nie spróbował zrobić tego w ten sposób?

4. Kooperacja zamiast dominacji

Dotychczasowe próby łączenia lewicowych partii i środowisk polegały zwykle na skupianiu ich wokół jednego dominującego podmiotu.

Tym razem było inaczej. Każdy musiał się trochę posunąć. Ci, którzy naprawdę chcieli współpracować i byli w związku z tym gotowi do pewnych poświęceń, dzisiaj ze sobą współpracują. Czasem, jak to w polityce, zdarza się, że każdy ciągnie w swoją stronę. Ale nie za bardzo. Ostatecznie wszyscy jesteśmy świadomi, że Zjednoczona Lewica to wspólny projekt, w którym wszyscy musimy się zmieścić.

5. Zmiana pokoleniowa

Rzecz najważniejsza: Zjednoczona Lewica to projekt, który stał się możliwy dzięki determinacji polityczek i polityków młodego pokolenia. Małgorzata Tracz i Adam Ostolski w Partii Zieloni, Paulina Piechna-Więckiewicz i Krzysztof Gawkowski w SLD, Barbara Nowacka i Michał Kabaciński w TR – to osoby, które najpierw przekonały swoje własne partie, że warto w ogóle rozpocząć poważne rozmowy o koalicji, a następnie przeprowadziły z powodzeniem proces negocjacji. Wśród liderów i liderek koalicji znajdą się też takie postacie jak związkowiec Piotr Szumlewicz, lider Wolnych Konopi Andrzej Dołecki czy aktywistka miejska Joanna Erbel.

Zmiana pokoleniowa dzieje się na naszych oczach, choć w sposób ewolucyjny. Nie było potrzeby „wycinania” starszych, chodziło o to, żeby byli w stanie posunąć się i zrobić miejsce dla młodych, tworząc przestrzeń wspólnego działania. Jeśli ktoś w tej koalicji widzi głównie „zgrane twarze”, to mniej mówi to o rzeczywistości, a więcej – o jego przyzwyczajeniach umysłowych. Ci, którzy – patrząc na Zjednoczoną Lewicę – powtarzają jak mantrę „Miller, Czarzasty, Palikot, Miller, Czarzasty, Palikot”, po prostu nie rozumieją, co się dzieje. Okazują się w gruncie rzeczy stronnikami establishmentu, który jak ognia boi się zmiany. Ale ta zmiana już się dzieje. Nie zatrzymacie jej.
Trwa ładowanie komentarzy...