Rok, w którym wróci ACTA

Co doświadczenia z dyrektywą patentową, jednolitym patentem europejskim oraz ACTA mówią nam o negocjowanym właśnie porozumieniu handlowym między Unią Europejską a USA.

Nauczka z patentów


Pamiętacie dyrektywę patentową? Została odrzucona przez Parlament Europejski w lipcu 2005 r., po kilku latach prac legislacycjnych – i również kilku latach oddolnych działań mających zapobiec wprowadzeniu przy okazji tej dyrektywy patentów na oprogramowanie. Podobnie jak później w przypadku ACTA, decydująca rola w powstrzymaniu tej dyrektywy przypadła Polsce. Polski rząd, organizacje reprezentujące małych i średnich przedsiębiorców oraz ruchy społeczne i organizacje pozarządowe zgodnie uznały, że dopuszczenie patentów na oprogramowanie nie leży w interesie naszego kraju.

Kilkoro europosłów z naszego kraju zaangażowanych w ten proces – Jerzy Buzek, Lidia Geringer de Oedenberg, Adam Gierek – brylowało w mediach, tłumacząc, jak wielkim sukcesem jest odrzucenie dyrektywy. Wciąż pamiętam tamte emocje i tę dumę, że Polska może odegrać w unijnej polityce pozytywną rolę.

Kilka lat później, już poza światłem reflektorów, temat powrócił. W trakcie głosowania w grudniu 2012 r. nad jednolitym patentem europejskim – który przekazuje władzę wydawania patentów do niezależnej od Unii Europejskiej i niepodlegającej demokratycznej kontroli instytucji, jaką jest Europejski Urząd Patentowy – grupa Zielonych zgłosiła poprawkę, mającą zapobiegać wprowadzeniu tylnymi drzwiami patentów na oprogramowanie. Poprawka upadła.

Najciekawsza jest lista głosujących. Patenty na oprogramowanie poparła przytłaczająca większość europosłów z Polski. Przeciwko zagłosowali jedynie: Adam Gierek (UP), Paweł Zalewski (PO) oraz zdecydowana większość posłów wybranych w 2009 r. z listy PiS, a dziś rozproszonych po różnych partiach i frakcjach (oprócz jednego posła, który ostatnio zawędrował... na listy PO). Od tych, którzy zmienili zdanie, jak Buzek (PO) czy Geringer de Oedenberg (SLD), nie usłyszeliśmy, dlaczego w 2005 r. patenty na oprogramowanie były złe, a teraz są dobre. A może głosując, liczyli po cichu na to, że „nikt nie patrzy”?

Rząd wie, ale nie powie...

Dwa lata temu udało się, dzięki wielkiej mobilizacji społecznej, odrzucić ACTA. Podobnie jak w przypadku dyrektywy patentowej kluczową rolę w tym procesie odegrała Polska. Dzięki utrzymującej się oddolnej mobilizacji ulicy oraz cierpliwej pracy i kompetencjom organizacji pozarządowych udało się dopilnować, by Tusk, choć wił się jak piskorz, jednak ACTA nie przepuścił. W międzyczasie mogliśmy obserwować kuriozalny spektakl, gdy posłowie, którzy jeszcze niedawno głosowali za ACTA, ustawiali się w pierwszym szeregu opozycji, tłumacząc, że... nie zdawali sobie sprawy, nad czym głosują.

Odpowiedzialny za negocjacje nad ACTA unijny komisarz ds. Handlu Karel de Gucht zapowiadał, że nie złoży broni i kwestie, których dotyczyła ACTA, jeszcze powrócą. Choć de Gucht dał się poznać jako człowiek dość bezstresowo mijający się z prawdą, tym razem, jak się okazuje, nie kłamał. Kolejnym po ACTA dzieckiem de Guchta jest TTIP – umowa, mająca powołać do życia transatlatycką strefę wolnego handlu.

Na stronach polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i w niektórych mediach można przeczytać już liryczne opowieści o tym, jak to TTIP stworzy w Europie nowe miejsca pracy, pomoże małym i średnim przedsiębiorstwom, a Polakom przyniesie zniesienie wiz do USA. Jednak na konkretne pytania dotyczące treści negocjowanego układu trudno uzyskać odpowiedzi. Jarosław Lipszyc z Fundacji Nowoczesna Polska zwrócił się z zapytaniem w tej sprawie do Ministerstwa Gospodarki. W odpowiedzi usłyszał, że... „zgodnie z przyjętą w UE praktyką tekst porozumienia zostanie udostępniony dopiero w końcowym etapie, po podpisaniu porozumienia przez obie strony”.



Jak trafnie wskazuje na witrynie Dziennik Internautów Marcin Maj, urzędniczka, która udzieliła takiej odpowiedzi, mija się z prawdą. Nawet ACTA, dokument negocjowany w sposób wybitnie nieprzejrzysty, została upubliczniona przed jej podpisaniem. Tymczasem w sprawie TTIP ministerstwo informuje, że coś już wie, ale nam jednak nie powie.

Od farsy do tragedii

Negocjowane porozumienie o wolnym handlu między Unią Europejską a USA zawiera najprawdopodobniej te same zapisy, które wzbudziły taki społeczny gniew w przypadku ACTA. Kwestie związane z prawami internautek i internautów monitoruje francuski think tank La Quadrature du net (tag: TAFTA), sporo można o nich przeczytać również na witrynie Dziennik Internautów (tag: TTIP). W maju 2013 r. Parlament Europejski głosował nad mandatem negocjacyjnym TTIP. W okresie poprzedzjącym to głosowanie liczne organizacje apelowały do europosłów o wyłaczenie z mandatu spraw związanych z prawami autorskimi i dostępem do internetu. Niestety bezskutecznie.

TTIP to dużo więcej niż kolejne wcielenie ACTA. Jeśli to porozumienie zostanie przyjęte, dotknie ono niemal każdej dziedziny życia: rolnictwo, jakość żywności, ochrona środowiska czy dostępność leków to tylko przykłady pierwsze z brzegu. Najwięcej kontrowersji budzą przepisy o arbitrażu. Każda korporacja, która uzna, że przyjęte przez Unię Europejską lub konkretne państwo prawo pozbawia ją „oczekiwanych zysków”, będzie mogła domagać się milionowych odszkodowań, o których przyznaniu będzie decydować trybunał złożony z trzech arbitrów. Krytycy tego rozwiązania twierdzą, że oznacza ono faktycznie rezygnację z demokratycznej suwerenności na rzecz ponadnarodowych korporacji. Zaniepokojenie kwestią arbitrażu wyrazili ostatnio przedstawiciele frakcji socjaldemokratycznej w Parlamencie Europejskim – szkoda, że dopiero teraz, w przeddzień wyborów, a nie np. podczas majowego głosowania, kiedy mieli okazję wykreślić arbitraż z mandatu negocjacyjnego.

Skoro już jesteśmy przy temacie głosowania, warto zatrzymać się na chwilę i zobaczyć, jak głosowali w sprawie TTIP europosłowie z Polski. Otóż wszyscy, co do jednego, byli za. Być może tak jak w przypadku ACTA niedługo będą tłumaczyć się, że nie zdawali sobie sprawy, nad czym głosują. Jednak to, co dwa lata temu było jedynie farsą – przede wszystkim dlatego, że skończyło się dobrze – tym razem może okazać się tragedią. Także dlatego, że Parlament Europejski nie będzie mógł wnieść do tekstu TTIP żadnych poprawek, będzie mógł go tylko w całości przyjąć lub odrzucić. Już dziś warto zapytać kandydatów i kandydatki do Parlamentu Europejskiego, jak zamierzają zachować się w tym głosowaniu oni – i frakcja, do której będą należeć.
Trwa ładowanie komentarzy...